Sekret sukcesu

Na początku maja Teatr Bolshoi w Moskwie gościł na swojej scenie Stuttgart Ballet z Romeo i Julią Johna Cranko. Na lipiec zaś zaplanowana jest premiera baletu Oniegin w wykonaniu tancerzy Bolshoi. Przy okazji tych wydarzeń jeden z rosyjskich dzienników opublikował wywiad (1) z dyrektorem stuttgarckiego zespołu Reidem Andersonem. Dość zwykły wywiad, z typowymi dla takiej okazji komplementami pod adresem tak gospodarzy, jak i własnych artystów, a także samego Johna Cranko, choreografa i byłego dyrektora Stuttgart Ballet. Pod koniec rozmowy dziennikarka spytała swojego gościa, jaki jest według niego sekret sukcesu stuttgarckiego zespołu. Padła interesująca odpowiedź: W jakości, artyzmie, poczuciu własnej godności. Szacunku dla siebie samego i kolegów… i dalej – Mój sekret to rozmowy z członkami zespołu. Bardzo ważne jest wysłuchać każdego i udzielić wsparcia. Przecież to nie tylko ciała, które dla Ciebie pracują, to przede wszystkim ludzie.

W Polsce niestety nie spotkamy się z takim szacunkiem dla artystów baletu. 22 kwietnia Przekrój opublikował tekst M. Urbaniaka „Perfekcja jest tylko teorią” (2), w którym autor próbuje przybliżyć czytelnikom i widzom los tancerzy Polskiego Baletu Narodowego. Długi tekst, z którego wyłania się jednak dość osobliwy wniosek, że nawet cieszący się powodzeniem artyści warszawskiego zespołu czują się niepewni i przerażeni. Oczywiście można to zwalić na karb sytuacji, w jakiej postawiło ich państwo, odbierając tancerzom wcześniejsze emerytury, a nie dając w zamian żadnej pomocy w przekwalifikowaniu się i przystosowaniu do świata poza teatralnymi murami.

Dlaczego jednak, jak wynika z tekstu, artyści PBN muszą codziennie „walczyć i wykazywać się” w pracy? Czy dyrektorzy Waldemar Dąbrowski i Krzysztof Pastor nie wiedzą, kogo zatrudniają? A może łatwiej kierować zespołem trzymając artystów w wiecznym strachu przed utratą pracy? Dlaczego polskie obywatelstwo jest dla tancerza w Warszawie „paszportem do przyszłości”? Dlaczego tancerka z Japonii musi czuć się na warszawskiej scenie niepewnie z powodu swojego pochodzenia? Nie znajdziemy ze strony dyrekcji rzetelnej odpowiedzi na takie pytania. Zwykło się u nas zasłaniać dużą konkurencją w zawodzie tancerza. Tak jakby w innych zespołach jej nie było. Tancerzy zaś porównuje się do motyli lub też innych delikatnych stworzeń, które siłą rzeczy w pewnym momencie muszą „zginąć”. Po co więc o nie dbać? W Warszawie uważa się, że strach i konkurowanie zmuszą tancerzy do lepszej pracy. Czy tak być musi?

W 2011 roku na ekrany kin wyszedł film Wima Wendersa „Pina”, wypełniony ciepłymi osobistymi wspomnieniami artystów z Wuppertalu. Oto kilka z nich.

Byłam nieśmiała. Dalej jestem. Po wielu miesiącach prób wezwała mnie i powiedziała: Musisz być bardziej szalona. To był jedyny komentarz w ciągu 20 lat.

Była w stanie nieustannie słuchać i patrzeć. Przekraczała własne ograniczenia.

„Pracuję z aniołami – (mówiła) – Jesteś aniołem.” Pracując z Piną człowiek czuł się nadludzko.

Fajnie było być starszą tancerką u Piny. Za młodu też było dobrze. Miałam 24 lata, gdy przyjechałam do Wuppertalu, ale po czterdziestce jeszcze bardziej zachwycały mnie przestrzeń i potencjał.

Pina nauczyła nas bronić tego, co robimy, każdego gestu, każdego kroku i ruchu.

Pina zawsze chciała wydobyć to, co najlepsze w każdym tancerzu.

Czasem mówiła – Szukaj dalej. Tylko tyle.

Gdy przyjechałem jako nowy do Wuppertalu, zagubiony w nowej rzeczywistości, powiedziała po prostu – Tańcz z miłości.

Mogliśmy wydobyć wszystkie namiętności. Jak gdyby Pina ukrywała się w każdym z nas. Albo odwrotnie jakbyśmy to my byli częścią niej.

Pina Bausch tworzyła swoje dzieła, zadając mnóstwo pytań swoim artystom i wykorzystując ich prywatne doświadczenia. W pewnym sensie spektakle te są dziełem wspólnym choreografki i tancerzy, wynikiem ich wzajemnego zaufania. Myślę, że artyści z Wuppertalu pozostawali na scenie sobą w stopniu większym niż tancerze jakiegokolwiek innego zespołu. Możliwość wyrażenia siebie w sposób najpełniejszy – marzenie każdego artysty. Niezależnie od sposobu tworzenia choreografii łączy się to z szacunkiem dla ludzi, z którymi się współpracuje i współtworzy. W tym tkwi sekret sukcesu najlepszych zespołów i choreografów, potrafiących poruszyć umysły i serca widzów.

pina

Na wystawie Gerta Weigelt’a Absolutnie Pina, fot. Tomasz Jaworski

(1)

(2)

Reklamy
%d blogerów lubi to: