Freelancer, czyli strzelający za wolno

zache

Artysta to zawód czy sposób bycia, twórca to robotnik sztuki czy zbuntowany indywidualista? Na to pytanie próbuje odpowiedzieć 13 artystek i artystów wraz z Ewą Toniak, kuratorką wystawy „Wolny Strzelec / Freelancer”, prezentowanej w tej chwili w Zachęcie (4.06 – 4.08.2013). Pytanie jest tak stare, jak to – czym jest kultura i jakie miejsce zajmuje ona w dziejach różnych społeczności, państw, cywilizacji. Właściwie od zawsze artysta to ktoś o nieukształtowanej i niepewnej przyszłości. W kolejnych wiekach artysta uważany był za szaleńca, włóczęgę, rzemieślnika lub twórcę, który podobnie jak bogowie, posiada ponadnaturalną moc i tajemniczą wewnętrzną potrzebę tworzenia. Najbardziej romantyczna teoria samorodnego geniuszu kryje w sobie koncepcję indywidualnych osiągnięć, opartych na wolnej przedsiębiorczości (zob. Linda Nochlin, Dlaczego nie było wielkich artystek?). Kluczową w tej definicji wydaje się być wolność, będąca swoistym tlenem w procesie tworzenia. Nad tym pojęciem należałoby się więc zastanowić.

Czy wolność w ogóle istnieje? W jaki sposób społeczne i instytucjonalne struktury, w których żyje i pracuje artysta, mają wpływ na jego twórczość? Może wolność możliwa jest tylko w wąskim zakresie? I wtedy wolność od czego?

Dziś, jak pisze Hito Steyerl w artykule Wolność od wszystkiego: wolni strzelcy i najemnicy, w czasach kryzysu gospodarczego i politycznego niepożądane skutki liberalnych koncepcji wolności doprowadziły do tzw. wolności negatywnej.

Janis Joplin śpiewała: „Wolność, to znaczy, że nie ma nic do stracenia”. Taka wolność jest dziś udziałem wielu ludzi. Współczesna wolność to nie możliwość korzystania ze swobód obywatelskich, jak w tradycji liberalnej, lecz raczej możliwość upadku, którego może doświadczyć człowiek rzucony w otchłań niepewnej i nieprzewidywalnej przyszłości. (Hito Steyerl)

Na wystawie „bycie artystą” rozpatrywane jest w kontekście pojęcia „wolny strzelec”, które przyszło do nas z epoki romantyzmu. Termin ten pojawił się po raz pierwszy w powieści Waltera Scotta „Ivanhoe” i oznaczał średniowiecznego najemnika. W 1821 roku odbyła się premiera pierwszej niemieckiej opery romantycznej „Wolny strzelec” Carla von Webera. Spektakl wywołał duże zmiany w ówczesnym świecie muzycznym, ukazując widzom zamiast wyszukanych przygód arystokratycznych bohaterów fantastyczny świat ludowych legend i baśni. W wieku XX termin freelancer zaczęto używać do określenia wolnych zawodów. Wolny strzelec to pracownik o nienormowanym czasie pracy, niezwiązany z pracodawcą stałą umową, czyli, jak zauważają organizatorzy wystawy, ktoś bardzo nam współczesny.

Obiekty ekspozycji koncentrują się przede wszystkim na różnych znaczeniach słowa wolny. Pojawiają się również motywy swobodnego polotu i tańca, a także… myślistwa, które w epoce romantyzmu przeciwstawiano okrutności wojny. Oto kilka odpowiedzi artystów na postawione przed nimi zadanie.

W pracy wideo „Polowanie” Alicji Karskiej i Aleksandry Went twórca przedstawiony jest jako myśliwy, celujący uparcie w jeden punkt. Jerzy Kosałka prezentuje natomiast „Trofeum wolnego strzelca”, którym jest głowa Jednorożca, stworzenia występującego raczej w mitach i legendach. Widok łba tego fantastycznego stwora, zawieszonego wysoko ponad głowami widzów, przywołuje oczywiście myśli o niemożliwości zdobycia takiego łupu. W projekcie „Transfer” Alicja Karska i Aleksandra Went śledzą w 7 pracach wideo losy absolwentów Pracowni Rzeźby profesora Grzegorza Kowalskiego. Na jednym z tych filmów Katarzyna Kozyra nieco niepewnie i z figlarnym uśmiechem odpowiada na pytanie, czy da się wyżyć z uprawiania sztuki. Jakby sugerując, że ten wyimaginowany łup możliwy jest do zdobycia, tylko dla nielicznych.

Aleksandra Polisiewicz w pracy „Polot. Nowy percepcjonizm” przekonuje, że rolą sztuki jest przede wszystkim percepcja, tj. – według Philipa Zimbardo – nadawanie sensu wrażeniom. Postrzeganie i wrażliwość artysty na bodźce zewnętrzne ma według Polisiewicz większy zasięg od percepcji zwykłego człowieka. Artysta więc w jej ujęciu to swoiste medium, poprzez które percypujemy świat.

Bardzo wymowne wydały mi się dwa obrazy Zbigniewa Libery pt. „Wolny strzelec (autoportret)”. Foto-portrety obnażonego i pokaleczonego artysty, prowadzonego przez straż, odsyłają do obrazów ukazujących świętych męczenników czy też jurodiwych. W tej interpretacji tematu artysta na nowo staje się włóczęgą.

Swoistą kwintesencją prezentowanych na wystawie rozważań natomiast stała się dla mnie praca Kamila Kuskowskiego, pięciominutowe wideo zrobione w technice found footage. W projekcie wykorzystane są fragmenty znanych westernów. „Dawno, dawno temu – wyjaśnia artysta w dołączonym opisie – na Dzikim Zachodzie, mężczyźni, który nie potrafili wyciągnąć broni szybciej niż ich rywale, po prostu ginęli. Nazywano ich ironicznie wolnymi strzelcami.”

W dzisiejszym skomercjalizowanym, globalno-korporacyjnym, wolnym od solidarności i więzi społecznych świecie artyści są więc takimi najemnikami – strzelającymi niestety wolniej od przeciwnika. A w neoliberalnej grze rynkowej artysta jest częstokroć po prostu przegranym.

* na zdjęciu:
Polowanie, A. Karska, A. Went 2009; Trofeum wolnego strzelca, J. Kosałka 2012; Umowa o pracę, J. Wójcik 2013; Manifest, R. Jakubowicz 2013; Arcydzieło, R. Dziadkiewicz 2013 (w tle); fot. A. Nabokina
Reklamy
%d blogerów lubi to: